Zdjęcia i Stylizacja: Kamila Markiewicz-Lubańska
Makijaż: Ula Balińska
Modelka: Ewelina
Zawsze fascynowała mnie kobiecość,
która wymyka się opisowi. Nie ta oczywista, lansowana, przewidywalna. Bardziej ta wewnętrzna, zmienna, wielowarstwowa, raz skupiona i miękka, innym razem dzika, niezależna, nieprzejednana.
Ta sesja była próbą uchwycenia tej wielogłosowości. Nie chodziło o przebranie czy cytat z kultury. Raczej o energię, surową, zmysłową, intuicyjnie silną. Portret kobiety, która nie potrzebuje niczego tłumaczyć ani udowadniać.
Każdy element ubioru powstał z namysłem: pióropusz zrobiłam sama, wyszukałam i dobrałam ubrania, biżuterię. Chciałam, żeby było oszczędnie, ale wyraziście. Tkaniny, faktury, światło – wszystko miało wspierać emocję, nie przykrywać jej.
Znasz to uczucie, gdy coś długo nosisz w głowie i nagle widzisz to dokładnie tak, jak miało wyglądać? Tak było tym razem.
Z Eweliną rozumiemy się intuicyjnie.
Widzę światło – ona już się ustawia. Zmienia wyraz twarzy, oddycha inaczej, i już wiem, że zdjęcie „się zrobi”.
To jest ta chwila, kiedy wszystko zaczyna płynąć. Stylizacja przestaje być stylizacją, a człowiek przestaje pozować.
Chciałam kobiecości, która nie mruga do obiektywu. Która nie flirtuje, nie pręży się, nie pokazuje.
Chciałam kobiety, która po prostu jest. Cała. Odważna. Cicha. Mocna.
I dostałam więcej, niż się spodziewałam.
Nie wiem, czy to portrety.
Może coś pomiędzy – surowe, graficzne, ale miękkie od środka.
Jak ona.
Kamila Markiewicz-Lubańska
sesja w studio/listopad 2015 r.
Zawsze fascynowała mnie kobiecość,
która wymyka się opisowi. Nie ta oczywista, lansowana, przewidywalna. Bardziej ta wewnętrzna, zmienna, wielowarstwowa, raz skupiona i miękka, innym razem dzika, niezależna, nieprzejednana.
Ta sesja była próbą uchwycenia tej wielogłosowości. Nie chodziło o przebranie czy cytat z kultury. Raczej o energię, surową, zmysłową, intuicyjnie silną. Portret kobiety, która nie potrzebuje niczego tłumaczyć ani udowadniać.
Każdy element ubioru powstał z namysłem: pióropusz zrobiłam sama, wyszukałam i dobrałam ubrania, biżuterię. Chciałam, żeby było oszczędnie, ale wyraziście. Tkaniny, faktury, światło – wszystko miało wspierać emocję, nie przykrywać jej.
Znasz to uczucie, gdy coś długo nosisz w głowie i nagle widzisz to dokładnie tak, jak miało wyglądać? Tak było tym razem.
Z Eweliną rozumiemy się intuicyjnie.
Widzę światło – ona już się ustawia. Zmienia wyraz twarzy, oddycha inaczej, i już wiem, że zdjęcie „się zrobi”.
To jest ta chwila, kiedy wszystko zaczyna płynąć. Stylizacja przestaje być stylizacją, a człowiek przestaje pozować.
Chciałam kobiecości, która nie mruga do obiektywu. Która nie flirtuje, nie pręży się, nie pokazuje.
Chciałam kobiety, która po prostu jest. Cała. Odważna. Cicha. Mocna.
I dostałam więcej, niż się spodziewałam.
Nie wiem, czy to portrety.
Może coś pomiędzy – surowe, graficzne, ale miękkie od środka.
Jak ona.
Kamila Markiewicz-Lubańska
sesja w studio/listopad 2015 r.




