Zdjęcia: Kamila Markiewicz-Lubańska
Makijaż: Ula Balińska
Modele: Greta
To była jedna z tych sesji, do których wracam pamięcią
nie tylko ze względu na kadry, ale przede wszystkim przez atmosferę, jaka się wtedy między nami wytworzyła. Cicha, łagodna, ciepła. Bez wielkich gestów, za to pełna subtelności, które w fotografii cenię najbardziej.
Greta – młoda kobieta, silna, z niezwykłą energią, wniosła do tego spotkania coś bardzo swojego. Coś, co od razu czuć było w sposobie, w jaki się porusza, jak patrzy, jak zostaje w danej chwili. Obecna na sto procent, a przy tym zupełnie nie narzucająca się.
Zanurzyła się w mlecznej wodzie, a ja w niej – w jej spojrzeniu, w milczeniu, które było między nami. Sesja odbywała się w rytmie oddechu. Delikatne poprawki, przesunięcia dłoni, światło muskające twarz – wszystko działo się powoli. Bez pośpiechu, bez oczekiwań.
Było w tym coś pierwotnego. Kobieta w wodzie – naturalna, naga nie tylko ciałem, ale też emocją. Z każdym kolejnym ujęciem znikały kolejne warstwy „pozowania”, a zostawała tylko Greta taka, jaka była naprawdę.
To, co mnie wtedy poruszyło, to jej zaufanie. Wpuściła mnie bardzo blisko. I nie chodzi tylko o kadr, ale o tę chwilową więź, która czasem wydarza się między dwiema kobietami – gdy jedna patrzy przez obiektyw, a druga się nie chowa.
Myślę, że właśnie dzięki tej ciszy i uważności te zdjęcia są tak miękkie. Niosą ze sobą nie tylko obraz, ale też nastrój. Uczucie. Czas.
Kamila Markiewicz-Lubańska
sesja w łazience w studio/styczeń 2014 r.
To była jedna z tych sesji, do których wracam pamięcią
nie tylko ze względu na kadry, ale przede wszystkim przez atmosferę, jaka się wtedy między nami wytworzyła. Cicha, łagodna, ciepła. Bez wielkich gestów, za to pełna subtelności, które w fotografii cenię najbardziej.
Greta – młoda kobieta, silna, z niezwykłą energią, wniosła do tego spotkania coś bardzo swojego. Coś, co od razu czuć było w sposobie, w jaki się porusza, jak patrzy, jak zostaje w danej chwili. Obecna na sto procent, a przy tym zupełnie nie narzucająca się.
Zanurzyła się w mlecznej wodzie, a ja w niej – w jej spojrzeniu, w milczeniu, które było między nami. Sesja odbywała się w rytmie oddechu. Delikatne poprawki, przesunięcia dłoni, światło muskające twarz – wszystko działo się powoli. Bez pośpiechu, bez oczekiwań.
Było w tym coś pierwotnego. Kobieta w wodzie – naturalna, naga nie tylko ciałem, ale też emocją. Z każdym kolejnym ujęciem znikały kolejne warstwy „pozowania”, a zostawała tylko Greta taka, jaka była naprawdę.
To, co mnie wtedy poruszyło, to jej zaufanie. Wpuściła mnie bardzo blisko. I nie chodzi tylko o kadr, ale o tę chwilową więź, która czasem wydarza się między dwiema kobietami – gdy jedna patrzy przez obiektyw, a druga się nie chowa.
Myślę, że właśnie dzięki tej ciszy i uważności te zdjęcia są tak miękkie. Niosą ze sobą nie tylko obraz, ale też nastrój. Uczucie. Czas.
Kamila Markiewicz-Lubańska
sesja w łazience w studio/styczeń 2014 r.







